Felrum Nignes
Terytoria Stada Cienia => Rwąca Rzeka => Wątek zaczęty przez: Cermor w Czerwiec 15, 2014, 19:38:58
-
Część rzeki Flurum gdzie jest najszybsza. Małe kociaki i słabe kotowate nie powinny się zbliżać do wody, gdyż ta w ułamku sekundy może porwać, gdzie ratunek równa się z cudem.
(http://img4.garnek.pl/a.garnek.pl/004/013/4013598_800.0.jpg/rzeka-wetlina-noca-bieszczady.jpg)
-
Z braku jakichkolwiek ciekawszych zajęć przylazła w to oto miejsce. Przez kilka minut wsłuchiwała się w szum rzeki, a później usiadła na brzegu i zaczęła gapić się w wodę.
-
Poniosło go nad rzekę. Rozejrzał się, czy kogoś nie ma i ujrzał ponownie szarą tygrysicę, która patrzyła w wodę. Wyglądało to, jakby chciała się w niej utopić. Położył się pod jednym z drzew kilkanaście metrów od wody i obserwował tereny.
-
Non-stop gapiła się w taflę wody, od czasu do czasu śmiesznie przekręcając głowę. Kątem oka zauważyła geparda, ale zignorowała go.
-
Spojrzał ponownie na szarą, chyba coś musiała tam zobaczyć, skoro tak gapiła się w wodę, niczym w jakiś obrazek. Zaczął się zastanawiać czy oprócz niej jest tu ktoś jeszcze z jego stada, czy po prostu wszyscy się porozrzucali po całym polu i znalezienie się będzie trwało trochę. Jego nadzieję rozwiały Cienie, które poinformowały go, że nikogo tu nie ma.
-
Przeskoczyła po kamieniach wystających ponad taflę na drugi brzeg, gdzie usiadła i znowu zaczęła wpatrywać się w wodę. (CANAL+ na dnie! XD)
-
Powoli zaczynało robić się nudno. Cermor uśmiechnął się pod nosem i wysłał jednego z Cieni na Shinde, który miał ją trochę przestraszyć. Mara przypełzła do kocicy niczym wąż i ugryzł ją w ogon, jednakże na tyle lekko, by nie zrobić jej jakiejś specjalnej krzywdy. (A ja myślałam że Polsat ;_; )
-
(Tsaa... TRUDNE SPRAWY NAJLEPIEJ! xD)
Podskoczyła jak oparzona. Otrząsnęła się spojrzała na Cienia, obserwowała go przez chwilę, a potem zaczęła na niego warczeć.
-
Po cichu zaczął się śmiać, dał Cieniowi do pewnego stopnia wolną wolę. Zostało mu tylko oglądać jak Shinda będzie próbowała walczyć z Cieniem. Owa mroczna "postać" wydała dźwięk podobny do syczenia i kłapnęła szczękami nad głową tygrysicy.
-
Przestała warczeć i uspokoiła się. Niezbyt zależało jej na walce, więc po prostu położyła się na ziemi i z zainteresowaniem zaczęła obserwować zjawę.
-
Machnął ogonem, a Cień okrążył tygrysicę, chwycił ją za ogon i skoczył w górę, przewracając ją. Nie była to dla niego zbyt wymagająca przeciwniczka skoro tylko stała i patrzyła się na niego. Ponownie mara zasyczała cicho.
-
Podniosła się, odeszła kilka metrów dalej i usiadła pod jednym z drzew. Po prostu nie miała ochoty walczyć.
-
Cień zniknął zdegustowany. Wyglądało na to, że to już koniec, ale było to tylko złudzenie, gdyż Cień pojawił się znów na drzewie. Chwilę później na łbie Shindy wylądowała gruba, ciężka gałąź, a zjawa znów znikła na chwilę. Cermor uderzył ogonem o podłoże.
-
Przez chwilę była nieco ogłuszona, ale wstała i znowu przeniosła się kilka metrów dalej.
-
Cermor westchnął, po czym zawołał Cień do siebie, ten syknął na Shinde i po chwili przypełz do geparda. Usiadł obok niego, kiedy ten położył się na bok i zamknął oczy próbując zasnąć.
-
Wróciła na brzeg i znowu zaczęła obserwować wodę.
-
Zawędrowała nad rzekę nie wiedząc, że są tutaj dwie inne duszyczki. Usiadła sobie pod drzewem, jak najdalej od wody, gdyż gepardzica nie przepada za wodą.
-
Cień obserwując teren czy ktoś nie zbliża się do Cermora ujrzał skrzydlatą gepardzicę, zmrużył oczy, po czym delikatnie próbował obudzić śpiącego, białego geparda. Trochę mu to zajęło, gdyż ten zapadł dość szybko w głęboki sen. Kiedy ten w końcu się przebudził ziewnął i rozejrzał się po terenie, w końcu musiał być powód, że coś go budziło, ale przez dopiero co otworzone oczy niemalże nic nie widział. Pozostało mu tylko wyczuć czy kogoś nie ma. Cień Shindy znajdował się nad brzegiem, więc to nie ona była powodem przebudzenia Cermora. Był tu ktoś jeszcze - kolejna gepardzica ze skrzydłami.
-
Poszła sobie.
-
Lucyfer siedziała sobie pod drzewem w cieniu obserwując tereny. Ziewnęła i położyła się. Jej skrzydła znikły. Po chwili zaczęła przyglądać się białemu gepardowi. Wydawał się jej niegroźny, lecz z nim było małe stworzonko. Bardzo zaciekawiło to młodą gepardzice.
-
Wstał i rozciągnął się. Gepard spojrzał na towarzyszący u Cień i kazał mu zostać na miejscu, a sam poszedł poznać gepardzicę, której nagle skrzydła się gdzieś straciły, magicznie znikły. Wolał się upewnić, że to ktoś z jego klanu, a nie jakaś przypadkowa, zbłąkana owca.
-Witaj, miewam, iż jesteś ze stada Cienia, tak?
-
Chwilę się przyglądała tajemniczemu białemu gepardowi. Jego futro było śliczne. Bardzo się spodobało Lucyfer.
- Tak. Należę do Stada Cienia. Jestem Lucyfer. - odpowiedziała grzecznie i kiwnęła głową na znak szacunku - a Pan? - zapytała i lekko się uśmiechnęła.
-
-Cermor. Krótko odpowiedział po czym spojrzał na wodę, dzisiaj coś wyjątkowo była wolniejsza niż zwykle lecz zagrożenie porwana nadal istnieje.
-
- Coś się stało? - zapytała przyglądając się gepardowi - Coś nie tak z wodą?
Gdy tak Pan Cermor przyglądał się wodzie Lucyfer zaczęła również się przyglądać wodzie z ciekawością.
-
-Jest wolniejsza niż zwykle. Odpowiedział, po czym odwrócił wzrok od wody i spojrzał na Cień, któremu kazał zostać. Lecz ten gdzieś znikł. Cermor zastanowił się chwilę, gdzie mógł pójść, ale szybko zagadka rozwiązała się sama. Kątem oka zobaczył, że jego cień miał nienaturalny kształt.
-
- A temu co się stało? - zdziwiła się patrząc na stworzonko. Przetarła po chwili oczy. "Znów zaniki wzroku?" Pomyślała i znów otworzyła oczy aby sprawdzić czy widzi. Udało się. Wzrok Lucyfer powrócił.
-
-Masz problemy z oczami że je pocierasz? - Gepardzica chyba była mocno zdziwiona że Cień znikł.
-
- Uhh.. Tak - przyznała niechętnie - co ze mnie za zwiadowca z problemami ze wzrokiem? - westchnęła i spuściła głowę na znak smutku. Po chwili zauważyła, że cień tajemniczo znikł. Nic dziwnego. Jest przecież biały dzień.
-
-Skoro mnie widzisz to nie masz powodów, żeby dramatyzować. - Westchnął, po czym usiadł, nie chciało mu się stać tak całą wieczność.
-
- Ale mi żałujesz wiesz co! - zachichotała i podniosła głowę - a tak właściwie to jaką masz rangę w Stadzie Cienia? - zapytała śmiało przyglądając się Cermorowi
-
- Jestem tu Przywódcą... - Odrzekł i umilkł. Cień szepnął mu, żeby poszedł na polowanie, gdyż zaczynało mu się już trochę nudzić. Cermor gadał niczym jakaś pogodynka, a on nawet ryby nie mógł męczyć.
-
- Rozumiem - powiedziała ciszej niż zwykle, wstała i rozciągnęła się - ja chyba pójdę po coś na ząb i może później znaleźć jakieś miejsce do przespania się. Polecasz jakieś dobre schronienie? - zapytała się a na jej grzbiecie pojawiła się para upierzonych na czarno skrzydeł.
-
-Zależy, gdzie chcesz spać, idź tam gdzie Ci będzie najwygodniej. Tereny naszego stada są rozległe, z łatwością znajdziesz jakieś miejsce dla siebie. Ja również idę polować. - Wstał i spojrzał na skrzydła Lucyfer, pojawiły znikąd, tak samo jak wcześniej znikły. Ciekawiło go trochę jaką mocą dysponuję tamta, skoro może je materializować kiedy chcę. Skinął jej głową. Wyszedł.
(Dracon, nie możesz być 2 miejscach na raz, wyjdź z poprzedniego terenu lub usuń ten post.)
-
- Dziękuję za informacje - uśmiechnęła się i wzniosła w powietrze. Wyleciała z Nurtu Flurum.
-
Przyszła na tereny cienia z do połowy zamarzniętą bryłą lodu i kocicą w jej wnętrzu. Przytarganie jej tutaj zajęło jej dużo czasu, ale udało się. Lulu spojrzała na szybki nurt wody i wepchnęła do niego lodowa bryłę, taka rzeka była niebezpieczna, ale taki typ jak ona pewnie znajdzie setki sposobów na ratunek. Karakal wycofał się razem ze swoją laleczką, obaj wyszli.
-
Lucyfer rozmroziła się szybko i wydostała się z zimnej wody. Była zła i rozzłoszczona, że nie przewidziała ataku. Poszła się wyżyć się na drzewach. Zaczęła mocno bić głową o drzewo, aż zaczęła się jej lać z głowy krew. Zobaczywszy krew szybko zmieniła się w spowrotem w normalną siebie. Usiadła pod drzewem i zakryła łapą ranę. Myślała sobie, jak o jakimś nieudaczniku. W końcu rozbolała ją głowa i poszła się przejść. Wyszła spokojnym krokiem.
-
Znów przytargała tą kość lodu i znów wrzuciła ją rzeki, gdzie spłynęła razem z nurtem, gdzie prędzej czy później słońce roztopi lód i będzie znów wolna.
-
Popatrzyła chwilę jak bryła lodu zostaje porwana przez prąd, po czym pospiesznym krokiem opuszcza obce tereny z uśmiechniętą szyderczo maskotką.
-
Po kilku minutach spędzonych w wodzie lód się roztopił i Lucy wyszła. Otrzepała się i zadawała sobie pytanie "Znowu..?" i "Co ja im zrobiłam..?". Usiadła sobie na brzegu i poczekała aż wyschnie, gdy to się stało wyszła.
-
Gdy zobaczyła wychodzącą gepardzicę, schowała się za rzadkimi krzakami. Dosyć słaba kryjówka dla kogoś z niebieskim futrem, ale miała nadzieję, że tamta nie zwróci na nią uwagi.
Lucyfer już tu nie ma, dawno opuściła te tereny.
-
Gdy tylko obca odeszła, Mici wskoczyła do wody. Jak dawno nie pływała! Niestety w poniewczasie zorientowała się, że nurt pędzi na łeb, na szyję, a woda jest czarna niczym atrament. Z wielkim wysiłkiem trzymała się głazu na dnie i zastanawiała się co zrobi, gdy miną 24h...
-
Po paru próbach, wykombinowała, jak się wydostać. Ryjąc pazurami ziemię wydostała się z morderczego nurtu.
- lekcja na dziś: nie pływać tutaj - prychnęła i machając ogonem odeszła.
-
Weszła z małym pudełkiem i dziwnym wywarem. Chciała przeprowadzić test na rybie. Położyła pudełko niedaleko brzegu i sama podeszła bliżej rzeki. Złapała rybę i wyciągnęła ją na ląd. Podrapała ją trochę, aby sprawdzić, czy wywar faktycznie działa. Później podała tajemniczą miksturę rybie. Rany zniknęły. Lucyfer ucieszyła się, gdyż stworzyła swój pierwszy leczniczy wywar. Ucieszona była tą wiadomością. Odniosła rybę do rzeki. Zabrała pudełko i wyszła.
-
Wróciła nad rzekę z kolejnym wywarem. Złapała kolejną rybę i dała jej kolejną miksturę. Ryba zaczęła się trząść. Zaczęła się ślinić. Po chwili w ogóle się nie ruszała. Lucyfer przeraziła się, lecz była uradowana tym faktem, że stworzyła wywar, który zabija. Po chwili ciało ryby zaczęło być całe czarne i śmierdziało spalenizną. Lucy przyglądała się ze zdziwieniem rybie, która się tak męczyła. Lucy zerwała się z miejsca, zabrała pudełko i wybiegła z terenów Nurtu Flurum.
-
Wszedł, zaczął się rozglądać i usiadł znudzony pod drzewem. Warknął coś cicho do Cienia, który ostatnimi czasy zaczynał go coraz bardziej drażnić, ciągle na niego syczał i wymykał mu się spod kontroli. Cermor chciał go odpędzić, ale mu się nie udało, skutek był wręcz odwrotny, bo Cień nagle cicho ryknął i skoczył na geparda. Po krótkiej walce wygrał z nim i go opętał. Cermor powoli wyszedł kierowany wolą Cienia.