Felrum Nignes
Wolne Ziemie => Podziemia => Wątek zaczęty przez: Ivy w Czerwiec 15, 2014, 17:57:13
-
Głęboko pod ziemią znajduję się mroczne jezioro. W tymże miejscu znajduję się wiele tuneli, które prowadzę w niezbadane podziemia.
(http://fc05.deviantart.net/fs71/i/2011/217/a/f/underground_lake_by_dragontail00-d45ix5p.jpg)
-
Viki siedziała nad wielkim podziemnym jeziorem. Sama nie wiedziała jak tu dotarła. Pomyślała sobie że trochę tu mroczno i ciemno ale to nic. Uwielbiała morza, oceany, rzeki, jeziora i wogóle, a takiego jeziorka jeszcze nie widziała. "Troszeczkę więcej światła i można by tu urządzić niezły kurort wypoczynkowy". Pomyślała sobie i zaśmiała się. Wyobrażenie o kąpielisku tutaj wydawało jej się śmieszne.
-
Była trochę zmęczona, więc położyła się blisko wyjścia i zasnęła lekkim snem.
-
Lucy weszła znudzona. Usiadła sobie przy brzegu i wpatrywała się w wodę nie zwracając uwagi na otoczenie.
-
Viki przebudziła się. Obrzuciła jeziorko zamglonym jeszcze od snu spojrzeniem i zauważyła jakiegoś lamparta, a może geparda na drugim brzegu.
-
Poczuła, że ktoś ją obserwuje. Podniosła głowę i rozejrzała się. Zauważyła małego kociaka. - Dzień dobry - rzuciła - kim jesteś? - zapytała i spojrzała na kociaka ciekawskim spojrzeniem.
-
-Cześć, jestem Viki - Kocica nie wydała jej się wroga więc uznała że może porozmawiać
-A ty to kto?
-
- Jestem Lucyfer - odpowiedziała - skąd jesteś? - zapytała. Nawet jeżeli ten mały kociak okazałby się Świetlikiem, Lucy nie miałaby zamiaru atakować małego kotka.
-
Viki przekrzywiła głowę na bok. Nie lubiła takich pytań, więc postanowiła pominąć trudną przeszłość.
-Z daleka. Teraz tutaj mieszkam. A ty jesteś z cienia czy światła? - mimo że jest tu od niedawna wiedziała że to dwa klany które ze sobą rywalizują.
-
- Hyhyhy.. - zachichotała - Cień - rzuciła szybko - A ty kocino? - zarechotała.
-
Viki zmartwiła się. Pierwsza osoba którą poznała a już cień... Ale nic, może uda się jakoś zaprzyjaźnić?
- Ja światło.. Nie przeszkadza ci to, prawda? - zrobiła słodką minkę
-
- Nie, nie ależ skąd! - zaprzeczyła - chociaż, wszystkie Świetliki, które dotychczas spotkałam nie znoszą mnie.. I śmiem mówić, ale sądzę, że ty też nie przywykniesz do towarzystwa Cienia - zachichotała.
-
-Wiesz, ja dopiero pierwszy raz cienia spotkałam, się okaże czy przywyknę - powiedziała łobuzersko.
-
- Mhm - westchnęła - a co robisz na wolnych ziemiach? - zapytała - gdybym była naprawdę złym Cieniem, to prawdopodobnie już byś nie żyła.. Czemu nie jesteś na terenach swojego stada?
-
-Hmmm.. nawet nie wiedziałam że opuściłam tamte tereny, zresztą ładnie jest tutaj. Ty też chyba nie jesteś na swoim terenie. Czemu? - odwzajemniła pytanie i uśmiechnęła się.
-
- Całe dnie siedzę w lecznicy - odpowiedziała - I mi raczej nic nie grozi. Ty jesteś kociakiem. Ja jestem Nekromantą. To dlatego.
-
-Acha, widzisz duchy?- spytała sama nie wiedząc dlaczego.
-
- Nie - odparła - widzę demony. - mruknęła - a czemu pytasz?
-
-A tak jakoś.. - nie spieszyła się z odpowiedzią. Ułożyła się z powrotem w miejscu gdzie była. Znowu zachciało jej się spać.
-
- Mhm - westchnęła ciężko i położyła się na ziemi.
-
Obudziła się. Popatrzyła w stronę Lucyfer. "Chyba ona też zasnęła.." - pomyślała sobie. Przeciągnęła się i wyszła z jaskini.
-
Lucyfer się obudziła. Nie znosiła zasypiać nieświadomie. Napiła się wody i wyszła.
-
Weszła, podeszła do brzegu jeziora. Po co ona tutaj przyszła... chyba tylko po to żeby jeszcze raz to miejsce zobaczyć. Pamiętała oczywiście słowa Lucyfer. "gdybym była naprawdę złym cieniem już byś nie żyła.." Jakoś tak to szło. Rozejrzała się na wszelki wypadek. Nikogo tu nie było. Zanurzyła łapkę w wodzie. -Brrr - otrząsnęła się. -Strasznie zimna. -Bardzo lubiła wodę, jeziora, morza i tak dalej, ale to nie znaczy że lubiłą się kąpać. A już w szczególności w tak zimnej wodzie. Siadła sobie i zaczęła rozmyślać.
-
Nagle wpadła na szalony pomysł. Można by sądzić że gdyby kogoś zapytała o zgodę, to żal nawet mówić co by usłyszała... Ale wydawało jej się to takie.. fajne? No bynajmniej ciekawe. Wybiegła z jaskini z jeziorem w puszukiwaniu jakiegoś miejsca gdzie mogłaby przetestować swoją moc.
-
Lucyfer przyleciała jak najszybciej. Łapy okropnie ją bolały od poparzeń. Nie mogła się doczekać ulgi jak wsadzi łapy do zimnej wody. Wleciała od razu do wody. Skrzydła momentalnie znikły po wleceniu do wody. Gepardzica pływała na powierzchni przez dłuższą chwilę i wyszła na brzeg. Usiadła na suchej ziemi, lecz jej łapy nadal tkwiły w chłodnej wodzie. Lucy zastanawiała się, czy w lecznicy są jakieś bandaże lub materiały potrzebne do zrobienia opatrunku. Wiedziała, że zwykły wywar się nie przyda. Położyła się na ziemi i ciężko westchnęła. Zastanawiała się co się stało Cermorowi, że tak dziwnie się zachowuje. Gepardzica z czasem zasnęła.
-
Przyszła nad jezioro. Wskoczyła do zimnej wody i zanurkowała. Sądziła że taka kąpiel może pomoże jej trochę ale nic się nie stało. Nic poza tym że była cała mokra. Wyszła i otrzepała się. Głowa nadal ją bolała więc położyła się blisko wody i ze znudzeniem patrzyła na jezioro.
-
Lucyfer się obudziła. Podniosła głowę aby się rozejrzeć. Zauważyła Viktorię. Mała kotka przyglądała się wodzie. Gepardzica wyciągnęła łapy z wody i próbowała wstać, lecz każdy ruch sprawiał jej ból. - Witaj Viktorio - powiedziała i spojrzała na małą kotkę.
-
- O, cześć- powiedziała na widok Lucyfer. Dziwne... wcześniej jej nie zauważyła. - Co tu robisz?
-
- Trzymałam łapy w wodzie. - odpowiedziała i ziewnęła - a Ciebie co tutaj sprowadza?
-
Pomyślała chwilkę co odpowiedzieć
-Strasznie mnie głowa boli i myślałam że zimna woda pomoże...
-
- Mhm - powiedziała - co takiego zrobiłaś, że Cie głowa boli? - zapytała i podeszła chwiejnym krokiem do kotki.
-
-Poślizgnęłam się i chyba straciłam na chwilkę przytomność - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Jednak nie wspomniała nic o duchu kota którego w lochach widziała.
-
- Od tego można stracić przytomność? - zdziwiła się - dziwne rzeczy są na tym świecie - westchnęła i usiadła na zimnej ziemi. Spojrzała na sufit.
-
-A tobie co się stało? - spytała zauważając popażone łapy Lucyfer.
-
- Huh? - zdziwiła się pytaniem kotki - poparzyłam się. - odpowiedziała i spojrzała na jezioro. Wyglądało tak spokojnie.
-
-Czym...-powiedziała zastanawiając się co takiego mogło się stać. Zauważyła że jej futerko zdążyło wyschnąć i już nie jest mokra.
-
- Ogniem - odparła. Wiedziała, że jej odpowiedz jest głupia i nic ta odpowiedź nie wyjaśnia zdarzenia dlaczego się poparzyła.
-
-No tak -w sumie ogień był dobrym wytłumaczeniem ale nic więcej jej nie mówił.
-Byłaś kiedyś w lochach? - spytała zmieniając temat rozmowy.
-
- Byłam - przytaknęła - a co znalazłaś tam coś ciekawego? - zapytała się
-
-Tylko jakąś celę pełną kości i pajęczyn, ochyda. - odpowiedziała
-
- To nic ciekawego.. - odparła po czym dodała - a coś jeszcze?
-
-Tak.. znaczy nie, tylko ten loch- prawie się wygadała, ale w porę ugryzła się w język.
-
- Nie gryź się w język bo skończysz jak ja. - powiedziała - co z tym lochem? - zapytała - są tam jakieś żywe istoty? Albo ożywieńce? A może duchy?
-
-Nooo, są duchy..- miauknęła.
-
- Ooo.. A czyje duchy? - zaciekawiła się
-
-A jakiś taki czarny kot. Nie mam pojęcia kto to był. - odpowiedziała
-
- Wyglądem przypominał czarną panterę? - dopytywała się
-
-Czy ja wiem, może trochę. Ale nie taką w jaką ty się zmieniłaś. Bardziej chudy i kościsty...- próbowała przywołać w wyobraźni obraz ducha kota z lochów.
-
- Hmm.. Demony już dawno opuściły ziemię, wracają tylko gdy mają ważną potrzebę.. - mruknęła sama do siebie Lucyfer - może to jakaś zbłąkana dusza.. Albo brat Lucyfera II.
-
-Że co? - szczerze się zdziwiła. -Ja demonów nie widzę, tylko duchy zabitych kotów i wilków. - Uznała że może powiedzieć to Lucyfer, bo już i tak pewnie się domyśliła.
-
- Ja widzę tylko demony, lecz przybrany braciszek Lucyfera II to taki zły duch. Dla mnie on jest przybranym siostrzeńcem, a Lucyfer II niebiologicznym synem. - odparła - chociaż nie mam pewności, czy to na pewno był on, gdyż nie wiem jak dokładnie wyglądał.
-
-Krew mu z oczu ciekła i z pyszczka, fuuuj, strasznie to wyglądało - skrzywiła się na wspomnienie ducha.
-
- No to nie on.. - skrzywiła się - to musiał być jakiś upadły anioł lub coś takiego..
-
-Jak chcesz to mogę ci pokazać gdzie on był - powiedziała.
-
- Nie trzeba. - odpowiedziała - mam ważniejsze problemy niż zabawianie się z upadłymi.. - ziewnęła.
-
-Jak chcesz, ja tam może jeszcze pójdę, ale to potem. Jakie masz problemy? - zapytała
/Ja muszę lecieć ale wejdę jeszcze dzisiaj ;) //
-
- Problemy? - zdziwiła się pytaniem - nie.. Teraz aktualnie nie mam.. W ogóle, nic się już nie dzieje. Świetliki przestały wchodzić na nasze tereny.. A my na wasze. - westchnęła ciężko - a mój ukochany się gdzieś podział.. Tak jak.. Nie ważne. - mruknęła i położyła się na ziemi. Obolałe i poparzone łapy włożyła do zimnej kojącej wody.
-
-Tak jak co?- zapytała - Widzę że się czymś zamartwiasz.
-
- Nie ważne. Są rzeczy o których powinnaś wiedzieć i są rzeczy o których nie powinnaś. - odparła i uśmiechnęła się do kotki.
-
-Ty nie powinnaś wiedzieć że widzę duchy, a jednak ci powiedziałam. Więc czego ja nie powinnam wiedzieć? - odwzajemniła uśmiech.
-
Uśmiech znikł z pyszczka gepardzicy gdy usłyszała odpowiedź. Przecież nie mogłaby powiedzieć jej, że gościła w swoim ciele demona. Chociaż.. Do tego, że jej ukochany znikł to tak samo było z jej zmarłym ukochanym. Ale nie ma co żyć przeszłością. - Powiedziałaś mi to z własnej woli. Nie zmuszałam Cię. A o mojej przeszłości nie musisz nic wiedzieć. - westchnęła ciężko.
-
-Jassne, ja cię też nie zmuszam - odpowiedziała - Jeśli nie chcesz to nie mów... - odwróciła łebek i popatrzyła na wodę.
-
Gepardzica znów się uśmiechnęła i położyła głowę na łapach. Zamyśliła się. Nie wiedziała co ma robić. W takich okolicznościach mogłaby poczytać jakąś książkę - lecz biblioteki brak.
-
Leżała tak przez chwilkę, rozmyślała nad tym co mogłaby teraz zrobić. Odgarnęła łapką kamyczki które akurat leżały przed nią. Z pluskiem wpadły do wody.
-
Kamyki, które wpadły do wody ochlapały Lucyfer. Niezadowolona podniosła łeb aby uniknąć następnych nieprzyjemnych ataków wody. - Nie znoszę wody - mruknęła
-
-Taak? - powiedziała z przekorą. Celowo wrzuciła do wody następne kamyczki. -Chyba nie lubisz być mokra. - mrugnęła do gepardzicy.
-
- Tak! - powiedziała donośnym głosem i spojrzała złym wzrokiem na rozbawioną kotkę. Machnęła ogonem i wrzuciła Viktorię do wody.
-
-Hej noo! Czemu to zrobiłaś? - szybko łapiąc trochę powietrza zanurkowała. Spłynęła na dno i łapką strąciła czapeczkę z głowy tak żeby wypłynęła na powierzchnię. Ona sama wypłynęła w niewidocznym miejscu i obserwowała jak Lucyfer zareaguje.
-
Lucyfer zaczęła chichotać. Nie uważała, że coś się jej stanie. Wyłowiła czapkę i położyła ją na suchym lądzie. Nie pasowałoby jej to, żeby się zniszczyła pod wpływem wody.
-
Zobaczyła że Lucyfer wyjęła jej czapeczkę z wody "To dobrze" pomyślała nadal tkwiąc bez ruchu za wielkim głazem. Nabrała powietrza i znów niezauważalnie wpłynęła do wody. Miała zamiar wypuścić trochę bąbelków na środku jeziora.
-
Lucy nie miała najmniejszego zamiaru wchodzić do wody. Najlepiej to mogłaby przywołać jakiegoś małego węża, żeby wykurzył kotkę z wody. Ale komu by się chciało? Mniejsza. Gepardzica patrzyła tak na jezioro i próbowała wyłapać ruch wody, żeby zobaczyć Viktorię.
-
Z pod wody widziała Lucyfer, ale ona nie miała szans zobaczyć Viktorii. Jak dobrze że kiedyś uczyła się trochę o wodzie i pływaniu i nurkowaniu. Wypuściła powietrze z ust, ku górze wypłynęły bańki powietrza. Ona sama przeszła po dnie trochę w stronę głazu. Wynurzyła sam pyszczek dopiero za głazem, tak żeby nabrać powietrza ale pozostać niewidoczną.
-
Zauważyła bąbelki. Uważała, że ta kotka coś knuje. Przyglądała się całemu jeziorku i nasłuchiwała czy coś przypadkiem nie wynurza się z wody, lub nurkuje.
-
""Hmm, czyżby nie działało?" Postanowiła zaczekać bez ruchu jeszcze trochę. Czas był tu ważny. W końcu ile małe kocię może przebywać na dnie bez powietrza? Czekała.
-
Ziewnęła znudzona. Nagle zauważyła rybę. Bez wahania rzuciła się na zwierze i wyciągnęła z wody. W wodzie nie zauważyła śladu po kociaku. Zaczęła pałaszować wyłowioną rybę jak by nigdy nic.
-
"Co? Ty teraz będziesz rybę jadła?" Viki mocno się tym zdziwiła, ale nadal się nie odezwała. Bynajmniej Lucyfer chociaż trochę się zmoczyła przez ten atak na rybę, ale nie o to jej chodziło. Zaczeła myśleć co jeszcze mogłaby zrobić.
-
Jadła sobie spokojnie rybę czekając na jakiekolwiek oznaki życia ze strony kociaka. Gdy zjadła, zaczęła się bawić ośćmi ryby. - Kociaku gdzie jesteś? - zapytała bawiąc się ośćmi ryby.
-
"Tu jestem" pomyślała. Przypomniała sobie starą sztuczkę z echem. Z uśmiechem rozglądnęła się. Warunki były niemal idealne a w ścianie ujrzała szczelinę której mogłaby użyć. Delikatnie wynurzyła się z wody uważając na to by nadal pozostać za głazem. Gdy Lucyfer odwróciła na chwilę wzrok w drugą stronę, Viki przeszła za jakieś kamienie blisko szczeliny. Powiedziała do szpary w ścienie - Tu jestem - a echo tak jak się spodziewała rozniosło te słowa po jaskini. Teraz przez chwilę z każdej strony dobiegały słowa "Tu jestem". Nawet ona sama nie zorientowałaby się że to tylko echo.
-
Wszedł niepostrzeżenie i ujrzał Lucy. Chyba była sama. Podszedł do niej najciszej jak tylko mógł i pocałował ją z nienacka. - Witaj. - szepnął jej do ucha i zaraz potem dodał: - przepraszam, że tyle czasu mnie nie było.
-
"Jak słodko" pomyślała "Więc to miała na myśli mówiąc o ukochanym." Szczęście że kot który przyszedł jej nie zauważył. Siedziała cicho.
-
Nasłuchiwała czy Viki się odezwie. Nagle przyszedł Fim. Odwróciła głowę i spojrzała z radością na irbisa - nic się nie stało - uśmiechnęła się - Viktoria wyłaź z swojej kryjówki - spojrzała na jezioro - nie udawaj, że się topisz. Jesteś marną aktorzyną. - zachichotała.
-
- Viktoria?! - zapytał podejrzliwie - czy ja o czymś nie wiem i czy mam się bać teraz czy dopiero jak mi wyjaśnisz? - spojrzał na Lucyfer.
-
-Jak ci wyjaśni - powiedziała do szpary. Echo znów zadziałało. Może chociaż ten kot się nabierze?
-
- Hah - zaśmiała się - Viktoria to świetlik. I nie ma się czego bać, to tylko kociak.
-
Przez chwilę mu się wydawało, że ten dziewczęcy głos dobiega zewsząd. Nie dał po sobie poznać, że się zdziwił. - Stara sztuczka z echem w jaskini... - zaśmiał się. - Czegóż to się nie robiło za czasów dzieciństwa. - mrugnął do Lucyfer.
-
- Mhm - przytaknęła - Viki.. Nie mam zamiaru wchodzić do tej wody.. A, żeby wykurzyć Ciebie z stamtąd to są też inne sposoby.. - zachichotała.
-
"O żesz, skąd on to wie?" Pomyślała. Korzystając z tego że jest mała i łatwo jest jej się schować przeszła wokół jeziora i siadając za kotem powiedziała - Cześć, ja też tam nie mam zamiaru wchodzić.
-
- Viktorio. - powiedział ze spokojem odwracając się ku kociątku. - czy ty naprawdę myślisz, ze tylko ty tak robisz. My przecież też byliśmy kociakami, którzy za wszelką cenę próbowali nabrać starszych. - uśmiechnął się życzliwie. - chociaż szczerze powiedziawszy z tym echem to troszkę mnie nabrałaś. - zaśmiał się. Odwrócił się ku Lucyfer - Coś ciekawego się działo, kiedy mnie nie było?
-
-No jasne że się działo- mrugnęła do Lucyfer. -Jak masz na imię? - zapytała się kota
-
- Ciekawego..? - zamyśliła się - ciekawego to nie. - westchnęła i położyła głowę na łapach i spojrzała na wodę.
-
- Fimbrethil. Gdzie są Twoi rodzice?
-
- To działo się coś ciekawego czy nie?! - udał zdenerwowanie. Po chwili jednak roześmiał się. - Zrozumieć kobiety. - westchnął.
-
- Nic się ciekawego nie działo według mnie. Bo poparzyć łapy to nie jest coś ciekawego - westchnęła
-
-Nie ma ich. Czemu pytasz?- popatrzyła na kota podejrzliwym wzrokiem - Działo się, walczyłyśmy z gigantycznym skorpionem.- odpowiedziała też na drugie pytanie.
-
- Poparzyłaś łapy ?! - krzyknął. Zaniepokoił się. - A co się stało? - spojrzał jej w oczy. To była Lucyfer. Jeśli ktoś jej coś zrobi, on potraktuje go dwa razy gorzej.
-
Dosłyszał słowa Viktorii. Gigantyczny skorpion... zamyślił się. - Był wtedy z Wami niejaki Dagorlind? - spytał.
-
- Sama się poparzyłam - odpowiedziała - nic wielkiego, wlazłam w ogień. To była moja wina mogłam zeskoczyć z tego drzewa albo zlecieć, że też wcześniej nie pomyślałam. - oburzyła się na samą siebie, że nie mogła najpierw pomyśleć.
-
- OK, niech będzie. - mruknął.
-
-Tak... - zdziwiła się słysząc słowa Fimbrethila.
-
- Dobrze, jeśli go kiedyś spotkasz przekaż mu, że Fim chce sie z nim widzieć. A co do Twoich rodziców, to będę musiał z nimi pogadać na temat wychowywania dzieci. - roześmiał się.
-
- Twój przyjaciel jest Świetlikiem? - zapytała się - jeżeli nie, trzeba będzie zostawić Viki w spokoju. Nie chcę kolejnych walk o jakieś pierdoły.. - westchnęła i wyciągnęła łapy do wody.
-
Zezłościła się na kota. Czyżby nie słyszał tego co mówiła?
-Nie ma ich, nie słyszałeś? - krzyknęła - Nie pogadasz sobie z nimi! Nie żyją, zginęli! - odwróciła się z płaczem, porwała swoją czapkę i wybiegła.
-
- A tej co? - zdziwiony popatrzył na Lucyfer. - mi wymarła cała rodzina i nie histeryzuję.
___________
wyszłaś, czy nadal jesteś w wątku?
-
- To jeszcze kociak.. Do kociąt nie trzeba od razu się pytać o rodzinę. - ziewnęła - ona jest jak ja. Ja też histeryzuję - zachichotała.
-
// wyszłam, a właściwie wybiegłam ;) //
-
- Cienie mają żelazny zakaz wchodzenia na tereny Świetlików. - mruknęła nie odwracając wzroku od wody - nie ma sensu po nią iść.
-
- zmęczona? - zapytał wychwytując ziewnięcie. - jak cos to poszukamy jej jutro.
-
- Mhm - przytaknęła - a to, że przywódcy coś odwaliło i spalił moje ulubione drzewo do spania nie mam wygodnego miejsca. - westchnęła.
-
- Ostatnio moje futro trochę zgęstniało . - Mrugnął porozumiewawczo i położył się z jednym z głazów. - tak dawno cie nie przytulałem.
-
Uśmiechnęła się gdy to usłyszała. Wstała i podeszła do Fim'iego. Położyła się obok niego. Wtuliła się w jego futro i zamknęła oczy.
-
- Kocham Cię, wiesz. - szepnął jeszcze na dobranoc i zasnął. Zasnął nie zasypiając lecz czuwając.
-
Obudził się. W głowie nadal huczało mu od nocnych koszmarów. Miewał je od czasu kiedy odszedł by wypełnić pewne zadanie. Otrząsnął się. Wstał. Obudził na chwilę Lucyfer tak, by ta kiedy się obudzi, wiedziała dokąd pójść. - Idę poszukać Viktorii. - powiedział i wyszedł.
-
Lucyfer obudziła się po długim śnie. Rozejrzała się. Była sama. Wstała i rozciągnęła się. Chwiejnym krokiem ruszyła do wyjścia. Wyszła.
-
Viki przyszła tutaj nad to jezioro. Zdążyła polubić to miejsce. Było... pusto. Na skale zobaczyła dziwne znaki, ale gdy obruciła wzrok w inną stronę znikły. "Dziwne" pomyślała. Nachyliła się nad wodą żeby złapać jakąś rybę ale żadnej tam nie było. Zobaczyła za to kilka przebiegających gryzoni. Rzuciła się za nimi w pogoń. Była baaardzo głodna. Szybkim ruchem dorwała jednego z nich i zatopiła ząbki w jego szyjce. Położyła się między skałami i zaczeła zajadać coś co wyglądało na skrzyżowanie kreta ze szczurem. Nie bała się że ktoś tu wejdzie. Coś się z nią działo co nie pozwalało jej się tego bać. Zresztą kto mógłby ją chcieć krzywdzić? Raczej nikt, a bynajmniej nie teraz i nie tu. Takie miała przeczucie
-
Znudzona samotnym leżeniem i rozmyślaniem wyszła.